Hanna Mergies: Ósmy raz została mistrzynią

Hanna Mergies: Ósmy raz została mistrzynią

W tym roku po raz kolejny w swojej karierze Hanna Mergies została mistrzynią (© fot. paweł relikowski)

Hanna Mergies: Ósmy raz została mistrzynią

Paweł Witkowski

2011-04-29 10:17:47, aktualizacja: 2011-04-29 10:26:24

Po dwóch latach przerwy znów prowadzi podwójne życie. Korzystając z chwili wolnego, wkłada eleganckie czarne spodnie z kantem, białą koszulę, muchę i wymyka się do klubu, by czyścić stoły... z bil. O powrocie do snookera Hanny Mergies - najbardziej utytułowanej zawodniczki w Polsce - pisze Paweł Witkowski.

Hanna Mergies jest absolwentką niderlandystyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Pracuje w firmie komputerowej, w dziale handlowym, który obsługuje Belgię. Gdy nadchodzi odpowiedni moment, wkłada eleganckie czarne spodnie z kantem, kamizelkę, białą koszulę i muchę. Wówczas udaje się do klubu, by doskonalić kolejne snookerowe zagrania.

W tym roku po raz ósmy w karierze została mistrzynią Polski, co czyni ją najbardziej utytułowaną snookerzystką w kraju (Ewa Pieniążek ma o jedno trofeum mniej). Jeszcze przed trzema tygodniami Mergies była także jedyną osobą w Polsce, która zdobyła medal indywidualnych mistrzostw Europy w snookerze (brąz z 2006 roku, natomiast dwa tygodnie temu mistrzem Starego Kontynentu U-21 został 16-letni Kacper Filipiak).

Tegoroczne zwycięstwo wrocławianki w krajowym czempionacie jest dla niej tym cenniejsze, że zostało uzyskane po 2-letnim rozbracie z tą dyscypliną sportu. - Byłam na ostatnim roku studiów. Musiałam poświęcić więcej czasu sprawom codziennego życia, takim jak znalezienie odpowiedniej pracy. Nie chciałam wrócić do snookera bez pełnego zaangażowania. To trudna gra. Wymaga wielu godzin spędzonych na treningach. Poza tym bardzo się złoszczę, gdy coś mi nie wychodzi, dlatego w tym okresie nawet nie próbowałam grać - opowiada mistrzyni.

Do turnieju w Warszawie przygotowywała się miesiąc. Często trenując po 6 godzin dziennie. - Do zajęć przykładała się bardzo sumiennie, sądzę, że przy jej zacięciu do pracy możemy liczyć na dobry wynik w czerwcowych mistrzostwach Europy - mówi jej trener Marek Zubrzycki. - Po tej dłuższej przerwie w grze Hania stała się bardziej dojrzałą zawodniczką. Snooker jest grą taktyczną. Odporność psychiczna jest nawet ważniejsza niż sama gra ofensywna. Hania nabrała dystansu do wszystkiego, co pozytywnie wpływa m.in. na selekcję strzałów. Można powiedzieć, że przerwa nawet jej pomogła - dodaje.

Rację przyznaje sama: - W grze ważna jest powściągliwość. Wcześniej często ponosiła mnie ułańska fantazja. W ten sposób łatwo, jak to mawiamy, "wywalić się".

Jak wyglądały początki mistrzyni przy zielonym stole? Wszystko zaczęło się od wspólnych partyjek pool bilarda z ojcem. Natomiast gdy pan Wojciech Mergies zabrał małą Hanię na zawody snookerowe, szybko zapomniała o poolu. Zauroczyła ją atmosfera oraz powaga i elegancja zawodników.

Jednak na swoją kolej musiała jeszcze poczekać. - Byłam za niska - mówi Mergies. - Stoły do snookera są wyższe niż np. te do poola. W Wielkiej Brytanii dzieciom stwarza się warunki, by ich kariery startowały wcześniej. U nas ta dyscyplina nie jest jednak aż tak popularna. Ja swoją przygodę ze snookerem rozpoczęłam w 1997 roku, czyli gdy już miałam 13 lat - dodaje.
Jej pierwszym nauczycielem był Radosław Chmiel. Potem nad jej techniką i taktyką czuwał Marek Zubrzycki. Karierę rozpoczynała, ćwicząc w klubie Mozaika. Potem było Attelier. Tam poznała wielu ludzi, z którymi ćwiczy w dalszym ciągu w jej obecnym klubie - Fuga Mundi, znajdującym się na placu Grunwaldzkim. - W tej grupie panuje fajna atmosfera. Wielu zawodników odchodziło, ale w tych kulkach jest coś takiego, że zawsze się do nich wraca. Poza tym jest tu Marek. Z taką osobą zawsze łatwiej zabrać się do ciężkiej pracy. Bardzo mobilizuje - tłumaczy zawodniczka.

- To otwarta, komunikatywna i pomocna osoba. Zawsze służy radą innym zawodnikom - o Mergies opowiada jej szkoleniowiec. - W klubie mamy anegdotkę o jej doświadczeniu. Wpisując w przeglądarce internetowej hasła "bilard" i "Mark Twain", znaleźć można zdjęcie grającej kobiety w towarzystwie pisarza. Jest bliźniaczo podobna do naszej mistrzyni. Śmiejemy się, że Hania gra w snookera już baaardzo dłuuugo - uśmiecha się Zubrzycki.

- Mama miała do mnie zaufanie. Wierzyła, że potrafię rozgraniczyć grę od życia codziennego - mówi Hanna. - Radziła sobie z nauką, nie było z nią problemów, więc nawet nie myśleliśmy, by przeszkadzać jej w rozwijaniu zainteresowań. Sama zdawała sobie sprawę, że z samego snookera żyć się nie da - mówi pan Wojciech. Rodzice ją zawsze wspierali. Zaliczali wszystkie zawody dorastającej Hani. Jednak to się nagle skończyło. - Taka jest kolej rzeczy. Być może deprymowała ją nasza obecność. Musieliśmy przywyknąć do tego, że na turniejach wolała towarzystwo znajomych z klubu - mówi pan Mergies.

Po zdaniu matury Hanna wybrała się na studia. Wybór padł na filologię niderlandzką. - Nie nadaję się na kierunki ścisłe - mówi z uśmiechem zawodniczka. - Studia językowe wydawały mi dobrą opcją. Byłam też w Holandii i podobało mi się tam. W naszym kraju jest tak, że studia wybiera się, gdy jest się młodym, a wtedy człowiek kieruje się różnymi względami. Co nie oznacza, że żałuję takiej decyzji. Jestem zadowolona z tego, jak to wszystko się potoczyło - dodaje.

Snookerzystka docenia pomoc i wyrozumiałość grona naukowego, które nie robiło problemów zawodniczce, gdy zbliżały się turnieje. A często pokrywały się one z sesją. - Prowadzący zgadzali się na przełożenie egzaminu. Dzięki nim nie musiałam rezygnować z gry - mówi Mergies, która grę w snookera lubiła bardzo. - Kiedy miałam dłuższe okienko, wpadałam do klubu, by troszkę potrenować. Wielu studentów wybiera drugi kierunek, dla mnie takim był snooker, może powinnam wybrać inny? - żartuje.

Na treningi przychodziła nawet kontuzjowana. - Miałam wypadek, po którym musiałam chodzić o kulach. Pamiętam obrazek, jak Marek postanowił używać ich zamiast kija. Co ciekawe, nawet nieźle mu to wychodziło - przyznaje.

W sparingach często grała z mężczyznami, nierzadko wygrywając. - Są turnieje dla pań i panów, startujących jednocześnie. Moim zdaniem różnica wynika z tego, że trenujących mężczyzn jest więcej niż kobiet. Mogą też zorganizować sobie więcej czasu na snooker - mówi Mergies.
Warunki dla snookerzystów polepszają się w naszym kraju z roku na rok. - Kiedyś czołowych zawodników widziałam tylko w telewizji. Teraz mamy więcej wyjazdów na turnieje. Nie myślałam nawet, że stanę obok Ronniego O'Sullivana, a ja trenowałam obok niego w Sheffield. Śmieszny widok - zobaczyć go przy stole grającego w koszulce i jeansach, a nie w tradycyjnym stroju - opowiada.

Grze w snookera towarzyszą często wesołe sytuacje. - Nieraz słyszałam dźwięki przypominające rozdzieranie ubrania. To krępowało każdego stojącego przy stole. Były też przypadki, jak ktoś zszywa spodnie w prze-rwie między frejmami - uśmiecha się.

Marzeniem Mergies są mistrzostwa świata. - Bardzo chciałabym w nich wystąpić. Ucieszyłoby mnie też, gdyby snooker został włączony do igrzysk olimpijskich. Pojawienie się na nich byłoby dla mnie wielkim przeżyciem - kończy.

Tymczasem przed zawodniczką ciężkie przygotowania do mistrzostw Europy, które odbędą się w Bułgarii 7-17 czerwca.